Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

10/01/2024

Czorsztyn, Niedzica, Stary Wiśnicz - zamki, które warto zobaczyć

Czorsztyn, Niedzica, Stary Wiśnicz - zamki, które warto zobaczyć

 

Widok na zamek w Niedzicy i jezioro Czorsztyńskie w ciepły letni dzień

Czasami budzi się we mnie wewnętrzna księżniczka z potrzebą obejrzenia klimatycznych nieruchomości, a wtedy nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do zamku. Tym razem na swój cel obrałam Jezioro Czorsztyńskie i posiadłości (albo pozostałości po nich) znajdujące się w pobliżu akwenu.

Jezioro Czorsztyńskie

Na uwagę z pewnością zasługuje samo jezioro. Chociaż plaże są kamieniste, to czysta woda rekompensowała tę niedogodność. Ze strony Niedzicy jest łatwy dostęp do szerokiej plaży (i zwykle pełnej turystów), z kolei do strony Czorsztyna należy uzbroić się w cierpliwość i wygodne buty - dojście do skrawka terenu wypoczynkowego to lekkie wyzwanie: czeka Cię długa droga w dół betonową drogą, co oznacza, że później będzie trzeba się wspinać. Tu także nie spotkasz tłumów turystów, a czasami będziesz mieć plażę tylko dla siebie. Po tej stronie można wypocząć w ciszy. Do małej plaży dojdziesz tą samą drogą, co do czorsztyńskiego zamku.

Widok na Jezioro Czorsztyńskie i tamę
Widok na Jezioro Czorsztyńskie i tamę z zamku w Niedzicy


Czorsztyn i zamek w Czorsztynie

Czorsztyn to mała miejscowość, w której znajdziesz może z trzy restauracje, dwie budki z lodami i jeden sklep - koniec atrakcji. Po podkarpacku mogę zażartować, że Czorsztyn dla Niedzicy jest tym, czym Polańczyk dla Soliny - to w tym drugim tętni całe turystyczne życie, a tutaj jest względny spokój. Uwagę przyciągają ruiny zamku czorsztyńskiego. I choć wewnątrz nie natkniemy się na bogate ekspozycje, to zamek usytuowany jest nad samym brzegiem jeziora Czorsztyńskiego, co zapewnia przepiękne widoki.

Co wiadomo o samym zamku z historii? Jest jednym z najcenniejszych zabytków architektury gotyckiej w naszym kraju. Jego historia sięga XIV wieku, kiedy to został wybudowany przez króla Kazimierza Wielkiego jako element systemu obronnego. Zamek pełnił nie tylko funkcje militarne, ale także administracyjne i mieszkalne. W ciągu wieków był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, w tym konfliktów zbrojnych oraz walk o władzę. W zamku można znaleźć pamiątkową tablicę dotyczącą zdobycia zamku przez zbuntowanych górali, jednak "zdobycie" to zbyt mocne słowo, ponieważ zamek... nie był w ogóle broniony. Takie to chwalebne osiągnięcie górali ;)

Zwiedzanie zamku:

  • od 1.10 do 30.04 w godz. 10.00 do 15.00 z wyjątkiem poniedziałków,
  • od 1.05 do 30.09 w godz. 9.00 do 18.00 codziennie
  • 1.01., 1.11, 25 i 26.12. oraz w Wielkanoc zamek nieczynny.

Cennik:

  • bilet normalny - 10 zł
  • bilet ulgowy - 5 zł
  • opłata za sesję ślubną - 200 zł


Niedzica i zamek w Niedzicy

Najpierw był szok - ze spokojnego Czorsztyna trafiliśmy wprost do zatłoczonej Niedzicy, gdzie na każdym rogu czekały na nas kramy z pamiątkami. Poczułam się trochę jak na przeciętnym deptaku nad morzem, ale za to tu w restauracjach i knajpach można przebierać do woli. Z Czorsztyna do Niedzicy warto wybrać się promem przecinającym jezioro - koszt to 15 zł w jedną stronę i można od razu kupić bilety w obie strony (wracamy o dogodnej dla nas porze: promy kursują do godz. 17.00). Aktualne informacje o promach można sprawdzić pod tym linkiem.

Niedzicki zamek ma trochę więcej do zaoferowania niż czorsztyński przede wszystkim ze względu na lepszy stan budynku. Tu już nie mamy do czynienia z ruinami, a z całkiem nieźle zachowaną budowlą. Zamek w Niedzicy, znany też jako zamek Dunajec, to jeden z najbardziej malowniczych zamków w Polsce. Został zbudowany w XVI wieku na stromej skale nad rzeką Dunajec i od razu przyciąga uwagę swoją unikalną architekturą oraz pięknymi widokami na okoliczne tereny. Zamek pełnił nie tylko funkcje obronne, ale także mieszkaniowe, a jego wnętrza kryją wiele tajemnic i legend. Jedną z najbardziej znanych jest legenda o skarbie Inków, który rzekomo miał być ukryty w zamku przez jednego z jego właścicieli. Dla turystów do zwiedzania jest nie tylko sam zamek, ale i wozownia i spichlerz znajdujący się ok. 150 m od zamku po przeciwnej stronie drogi.

Zwiedzanie zamku:

  • od 1.10 do 30.04 w godz. 9.00 do 16.00 z wyjątkiem poniedziałków,
  • od 1.05 do 30.09 w godz. 9.00 do 19.00 codziennie
  • 1.01., 1.11, 25 i 26.12. oraz w Wielkanoc zamek nieczynny.

Cennik (Zamek + Wozownia):

  • bilet normalny - 28 zł
  • bilet ulgowy - 22 zł
  • spichlerz (płatny oddzielnie) - 10 zł
Przed zwiedzaniem trafiliśmy na informację, że warto zrobić wcześniej rezerwację, ponieważ na miejscu może się okazać, że zabraknie miejsc na wejście. I chociaż faktycznie były tłumy i nie udało nam się wejść o godzinie, o której planowaliśmy, to zostaliśmy po prostu przeniesieni na godzinę później. Jeżeli więc nie chcesz/nie masz możliwości zarezerwować bilet to polecam przyjechać nieco wcześniej i nastawić się na możliwe opóźnienie. Bilety można kupić na stronie zamku.

Widok na zamek w Niedzicy i zamek w Czorsztynie z jeziora.

Stary Wiśnicz i zamek w Wiśniczu

Moja wisienka na torcie! Zwiedzanie zamku w Wiśniczu wcale nie było w naszych planach - planując podróż powrotną, postanowiłam sprawdzić atrakcje na trasie i właśnie tak na niego trafiłam. Pięknie odnowiony renesansowy zamek z bogatymi wystawami skradł moje serce. Gorąco polecam zwiedzanie z audioprzewodnikiem, który pięknie opowiada o każdym z pomieszczeń.

Zamek w Wiśniczu został wybudowany w XV wieku przez rodzinę Lubomirskich i przez wieki pełnił funkcje obronne oraz rezydencyjne. Unikalna architektura, z charakterystycznymi basztami i zdobionymi elewacjami, sprawia, że budowla przyciąga uwagę (i to jak!). 

Zamek szybko zyskał na znaczeniu, stając się ważnym ośrodkiem administracyjnym i kulturalnym regionu. Jego strategiczne położenie na wzgórzu nad rzeką Wiśniczanką sprawiało, że stanowił istotny punkt obronny w czasach zagrożeń. 

W XVI wieku przeszedł gruntowną przebudowę, która nadała mu renesansowy charakter. Właściciele (Lubomirscy) dbali o rozwój zamku, dodając nowe elementy architektoniczne oraz wzbogacając wnętrza w cenne dzieła sztuki. Zamek stał się miejscem spotkań arystokracji, gdzie organizowano uczty, bale i inne wydarzenia towarzyskie. W XVIII wieku, po śmierci ostatniego przedstawiciela rodu Lubomirskich, zamek zaczął popadać w ruinę.

W XIX wieku przechodził w ręce różnych właścicieli, którzy podejmowali próby jego renowacji. Mimo to, wiele elementów architektonicznych uległo zniszczeniu. W XX wieku zamek został przejęty przez Skarb Państwa, a jego ruiny zaczęły przyciągać turystów. W ostatnich latach prowadzono prace konserwatorskie, które miały na celu przywrócenie zamku do dawnej świetności.

Oprócz zamku atrakcją jest bastion VR - wirtualna podróż po zamku z perspektywy latającego po nim nietoperza - jednak w mojej opinii nie jest warta uwagi. Jak to mówią: pomysł ciekawy, ale z wykonaniem średnio. Wirtualne zwiedzanie byłoby o wiele ciekawsze, gdyby było dłuższe i więcej czasu dano na "zwiedzanie" każdego pomieszczenia, co pozwoliłoby lepiej poczuć klimat życia arystokracji.

Cennik:

  • zamek: bilet normalny - 29 zł
  • zamek: bilet ulgowy - 23 zł
  • bastion VR: bilet normalny - 18 zł
  • bastion VR: bilet ulgowy - 12 zł
  • zamek + bastion: bilet normalny - 36 zł
  • zamek + bastion: bilet ulgowy - 28 zł
  • audioprzewodnik +2 zł do ceny biletu
Ze wszystkimi cenami dostępnych atrakcji możesz zapoznać się na stronie zamku Wiśnicz.

Trzy zdjęcia ukazujące po kolei od lewej: bogato zdobiony sufit w jednej z sal, fotele i rzeźba na tle okien z czerwonymi kotarami, portrety z kolekcji Lubomirskich
Zachwycające wnętrza zamku w Starym Wiśniczu

Ze zwiedzaniem zamków dopiero się rozkręcam, więc coś czuję, że to dopiero pierwszy wpis z całej serii o polskich zamkach. A może Ty masz jakieś propozycje, jaki zamek koniecznie powinnam odwiedzić? Daj znać w komentarzu!


1/02/2020

Przerwa od świata - zimowy wypad do Polańczyka

Przerwa od świata - zimowy wypad do Polańczyka
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..." śpiewała swego czasu Anna Maria Jopek i nie jest żadną tajemnicą, że najlepiej wysiąść w Bieszczadach. Cisza, spokój i śnieg do pasa - tak wyglądał styczniowy tydzień w Polańczyku.

Kwestia życia

Każdy, kto próbował dostać się w Bieszczady komunikacją międzymiastową ma najlepsze pojęcie o tym, jak odcięte są od reszty Polski. Problem pogłębia się poza sezonem turystycznym - trzeba się napocić nie tylko, by znaleźć jakieś połączenie, ale i przetrwać na miejscu. Bowiem poza sezonem w Polańczyku nie uświadczycie otwartej knajpy. Pozostają tylko sklepy w centrum miejscowości i hotele. Jeśli więc masz nocleg w miejscu bez restauracji, trzeba samemu skombinować jedzenie. Czeka Cię wyprawa z plecakiem po duże zakupy (by nie chodzić kilka razy, szczególnie, gdy ma się do przejścia kilka kilometrów i to pod górkę), najlepiej z listą. Taka współczesna wersja pierwotnego polowania na zwierzynę - trzeba się dobrze przygotować ;)

Jezioro solińskie zimą

Kwestia ducha

Podczas naszych spacerów praktycznie nie spotykaliśmy żywej duszy. Któregoś dnia trafiliśmy tylko na panią sprzedającą regionalne sery, może kilka par seniorów uprawiających nordic walking. Miła odmiana po sierpniowej gorączce, kiedy dotarcie z punktu A do punktu B wymaga maksymalnego skupienia, by nie zderzyć się na chodniku z żadnym urlopowiczem.

Nieziemska cisza, wszechobecna biel przecięta gładką taflą niemalże czarnego jeziora solińskiego, mróz i śnieg skrzypiący pod stopami. Podczas codziennych spacerów ośnieżonymi ścieżkami niewiele rozmawialiśmy. Chłonęliśmy spokój płynący z przykrytego białym puchem otoczenia. Świat zasnął, nie budźmy go. Jeśli chcesz choć na chwilę wylogować się ze świata to tylko tak i tylko tutaj.

Zima w Polańczyku

Jezioro solińskie w zimie

11/26/2019

Wakacje w Turcji - przeczytaj zanim zabukujesz bilet!

Wakacje w Turcji - przeczytaj zanim zabukujesz bilet!
Uważana za jeden z najpiękniejszych krajów basenu Morza Śródziemnego. Przyciąga, bo łączy w sobie kulturę europejską z orientem. Biura turystyczne już dziś krzyczą do nas nagłówkami o cudownych wakacjach 2020 w Turcji first minute za atrakcyjną cenę. Myślisz, czy by się nie skusić: gwarancja pięknej pogody, piaszczyste plaże, lazurowe morze, wspaniałe zabytki świadczące o bogatej historii i kulturze, no i ta cena!

morze, plaża, góry

Skusisz się?

Bo ja nie. Zdziwiona? Już wyjaśniam. Chcę powiedzieć Ci o Turcji coś jeszcze. Coś o czym media już zapomniały (skończyło się zaledwie na kilku wzmiankach, a teraz znów cisza), a biura turystyczne z przyjemnością przemilczą. Coś, co jest solą w oku egzotycznej Turcji. Coś, co powinno być powodem, dla którego nie obierzesz jej jako kierunku dla swojego urlopu.

Turcja zaatakowała kurdyjską Rożawę - jedyny demokratyczny, a nie religijny, region obejmujący tereny północnej Syrii.

Gdy Amerykanie postanowili opuścić kraj, który już się "nie opłaca", Turcja zrzuciła bomby. Ponownie, ludność Syrii została sama i ponownie zachód urządza im piekło.

Ale nie chodzi tylko o Kurdów. Erdogan nie ma oporu przed zabijaniem ludzi różnych wyznań mieszkających na terenie Północno-Wschodniej Syrii. Ten obszar zamieszkują m.in. Jezydzi, Asyryjczycy, Chaldejczycy czy Ormianie. W Rożawie mieli to, czego nie mogą mieć w żadnym z regionów kontrolowanych przez radykalnych muzułmanów: wolność wyznania, słowa i mediów, równouprawnienie płci, szkoły, w których dzieci uczą się swojego języka (nie tylko arabskiego). Jak widać, nie wszystkim się to podoba. I to jest wystarczający powód, by zabić.

Syrian Democratic Forces
Kurdyjskie żołnierki z Syryjskich Sił Demokratycznych (Syrian Democratic Forces)
źródło: jacobinmag.com

Dokąd iść, gdy nie ma dokąd pójść?

Ludzie uciekają, chociaż nie bardzo mają gdzie. Większości nie stać na to, by docierać do obozów znajdujących się w Iraku. Kierują się gdziekolwiek, byleby dalej od linii frontu. Tam, gdzie znajdą schronienie, nie mają dostępu do czystej wody czy prądu. Wiele budynków jest pozbawionych okien i drzwi.

Wycofują się organizacje pomocowe, bo jest zbyt niebezpieczne. Uciekają dziennikarze, więc nie ma kto o tym mówić, a Erdogan, siedząc w wygodnym fotelu, w imię swoich urojonych ambicji skazuje ludzi na śmierć. Nie ruszając się ze swojego eleganckiego gabinetu, planuje rzeź i posyła żołnierzy, by wykonali za niego brudną robotę. Przypomina mi się ta sytuacja, gdy Trump chwalił się zabójstwem przywódcy Państwa Islamskiego. Mówił, że oglądał to na ekranie telewizora i czuł się, jakby oglądał film. JAKBY OGLĄDAŁ FILM. Dla Erdogana to zapewne także tylko film. Film o ludziach, których życie przerwała wojna. Film o uciekających przed bombami, szukających schronienia, żyjących z dnia na dzień, z godziny na godzinę, bo co można zaplanować, gdy nie ma pewności, czy dożyje się poranka?

Odnoszę wrażenie, że jest coraz gorzej. Że cały świat zwalnia, by zatrzymać się w pół drogi i zawrócić na ścieżce moralnej ewolucji. Nie cywilizujemy się. Paru facetów na tzw. szczycie przestawia nas jak pionki, decydują o naszym życiu, bawią się w wojnę bez żadnych konsekwencji. Ot, jeden drugiego potępi na Twitterze. A ludzie giną. Potwory bez sumień zostają przywódcami krajów, krzycząc o nacjonalizmie i patriotyzmie, dając przyzwolenie na nienawiść i pogardę. Robią z ludzi zwierzęta gotowe zabić każdego, kto nie pasuje do obrazka. Dzisiaj to oni, jutro to możesz być Ty. Nacjonalizm, by trwać, potrzebuje wroga.

Myślisz, że nie możesz nic z tym zrobić?

Nie ochronisz ludzi własną piersią przed tureckimi oddziałami. Nie zapewnisz schronienia tysiącom uciekającym przed wojną ofiar. Możesz jednak nie zostawiać w państwie Erdogana swoich pieniędzy. Czy w dalszym ciągu marzy Ci się all inclusive w słonecznej Turcji?

Jeśli ja Cię nie przekonałam, może im się uda:
Wspieram Kurdyjską Rewolucję w Rojavie
Jak wygląda sytuacja w Rożawie?


9/20/2019

Miasto boskiej Ateny, czyli urlop w stolicy Grecji, cz.2

Miasto boskiej Ateny, czyli urlop w stolicy Grecji, cz.2

Chaos - w mitologii greckiej jest synem Kronosa i tym pierwotnym stanem egzystencji, od którego pochodzą greccy bogowie. Chaos był przepaścią, do której wszystko spada. Chaos był miejscem, w którym wszystko się rozpada. Nicością rozdzielającą niebo i ziemię. Chaos jest tym, co charakteryzuje ateńskie ulice.

Panorama Aten, widok z Akropolu
Panorama miasta z Akropolu

Samochodem po Atenach

Jeśli myślisz, że samochodem będzie najwygodniej, jesteś w błędzie. W Atenach przepisy ruchu drogowego są, delikatnie mówiąc, lekką sugestią jak powinno się poruszać na drogach. Grecy niespecjalnie przejmują się sygnalizacją świetlną czy przejściami - nic nie jedzie, to idziesz, nikt nie idzie, to jedziesz. Lubią też zostawić samochód na awaryjnych i wyskoczyć po kawę do pobliskiej kawiarni (w tym czasie reszta samochodów po prostu omija stojące auto). Śmigają też na skuterach. Czasem, dzięki nim, z trzech pasów ruchu robi się sześć. Przepisów, jako tako, przestrzegają na skrzyżowaniach i w okolicach budynków rządowych, ale to pewnie ze względu na obecność służb mundurowych.

Komunikacja miejska

Przed wyjazdem do Aten czytałam, że komunikacja miejska w Grecji jest jedną z najlepszych w Europie. Bzdura!! Jak to powiedziała Polka, u której mieszkaliśmy: "Kiedyś było źle, ale teraz jest jeszcze gorzej".

Za to kierowców autobusów uważam za mistrzów manewrów - wiele ulic w Atenach jest tak wąskich, że cudem przeciskają się tam autobusy i trolejbusy. Podczas tygodniowego pobytu raz się zdarzyło, że jakiś samochód zastawił drogę i czekaliśmy, aż właściciel go przestawi, bo trolejbus miał za mało przestrzeni. Uwierz mi - nikt, ale to nikt się nie denerwował, ani nie awanturował. Po prostu poczekaliśmy (wyobraź sobie, co by się w Polsce działo w takiej sytuacji).

Bilet komunikacji miejskiej w Atenach
W Atenach wszystkie bilety wyglądają tak samo.
źródło: www.athenstransport.com

Zdarza się też, że czekając na konkretny numer autobusu, ten nie przyjeżdża, za to pojawia się inny, który jedzie w tym samym kierunku. A i przystanki są na żądanie: jeśli chcesz wysiąść odpowiednio wcześnie musisz wcisnąć guzik (najlepiej zaraz po poprzednim przystanku), jeśli chcesz wsiąść - machasz ręką. Co do biletów, jest duży wybór - od jednorazowych, do kilkudniowych, z tym, że... wszystkie wyglądają dokładnie tak samo! Bilety obowiązują w każdym rodzaju transportu, za wyjątkiem biletu na lotnisko. Ten jest na konkretną linię autobusu (X95) lub metro (M3).

Informacje na temat aktualnych cen biletów oraz ich rodzajów zajdziesz tutaj: https://www.athenstransport.com/english/tickets/

Bilety możesz kupić w kioskach oraz biletomatach, ale uwaga! Jednych i drugich jest mało. Jeśli nie zdążysz kupić przed zamknięciem, może się okazać, że przejdziesz kilka ulic zanim znajdziesz kolejny otwarty kiosk lub biletomat. Albo dotrzesz do celu na piechotę. Serio.

Na piechotę

No właśnie, na piechotę. Też się da. Były dni, kiedy robiliśmy ponad 20 km dzięki sile naszych nóg. Nie polecam jednak takiej rozrywki w godzinach 12-18. W okresie letnim o tej porze żar leje się z nieba, a temperatura jest nie do wytrzymania. Piesze wycieczki najlepiej zaplanować wcześnie rano lub późnym wieczorem.

Co warto zobaczyć w Grecji? Przeczytasz tutaj.

9/08/2019

Miasto boskiej Ateny, czyli urlop w Grecji, cz.1

Miasto boskiej Ateny, czyli urlop w Grecji, cz.1

Atena - bogini mądrości i wojny w słusznej sprawie. Córka Zeusa, w jasnej zbroi, z włócznią i tarczą, stała się opiekunką greckich miast: Aten i Sparty. I właśnie tam - w Atenach - spędziliśmy pierwszy urlop w Grecji.

Jednym z symboli Ateny jest drzewo oliwne, uznawane za symbol bogactwa i pokoju. Jednak współcześnie miasto bogini niewiele ma wspólnego z tym pierwszym. Chociaż chodniki, krawężniki i klatki schodowe są z marmuru, który nam kojarzy się z luksusem, na ulicach można spotkać wielu bezdomnych.

Nie byłaś w Atenach, jeśli nie widziałaś Akropolu

Ateny są jak jedno wielkie muzeum - gdzie nie spojrzysz, tam leżą pozostałości po kulturze, która stworzyła podwaliny dla naszej cywilizacji. Te najlepiej zachowane (chociaż nie jest to do końca trafne określenie w przypadku ruin) znajdują się blisko siebie, więc spokojnie wystarczy jeden dzień, by zobaczyć wszystkie.

Widok na AkropolWstęp na Akropol kosztuje 20 euro. Bilety można kupić zarówno online, jak i na miejscu. Jest też do wyboru bilet zbiorczy w cenie 30 euro, w skład którego - oprócz Akropolu - wchodzą m.in. Forum rzymskie, Agora ateńska, Biblioteka Hadriana i Świątynia Zeusa Olimpijskiego. My zdecydowaliśmy się na pierwszą opcję z wejściem tylko na Akropol, resztę ruin można podziwiać zza ogrodzenia i nam to w zupełności wystarczyło. Jednak, jeśli bardzo zależy Ci, by każde z tych miejsc odwiedzić, polecam bilet zbiorczy, wyjdzie taniej, niż gdybyś chciała płacić przed wejściem.

Najlepiej wybrać się wcześnie rano lub późnym popołudniem. Na Akropolu nie ma ani skrawka cienia, więc wizyta między 10-16 może mocno dać w kość szczególnie, że trzeba się trochę powspinać. Zwiedzanie jest możliwe do godziny 20:00. Polecam też wziąć wygodne i stabilne obuwie, miejscami jest naprawdę ślisko! Weź też ze sobą butelkę wody, ale nie wyrzucaj jej - na górze, za Partenonem jest poidło, gdzie możesz uzupełnić zapasy.

Czy w ogóle warto ?

Na to pytanie niestety każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jako osoba wrażliwa na sztukę niejednokrotnie zalewałam się łzami widząc na żywo dzieła mistrzów. Wciąż wspominam to miłe zaskoczenie, gdy na wystawie obrazów Salvadora Dalego w Pradze, na której znalazłam się zupełnie przypadkiem, zobaczyłam Uporczywość pamięci. Zamarłam z wrażenia.

Na nieszczęście nie mogę tego samego powiedzieć o wzgórzu świątynnym. W szkole i na studniach uczono mnie jak ważny był Partenon, Erechtejon, czy teatr Dionizosa. Jadąc do Aten miałam w pamięci wszystko, czego się nauczyłam i czułam się niesamowicie podekscytowana widząc Akropol z daleka, a gdy już wspięłam się na samą górę i dopiłam resztkę wody, jaka mi została, stwierdziłam... że jest w porządku. Tyle. Jest w porządku, szkoda, że nie odbudowali. Może wtedy wrażenie byłoby lepsze.

Z góry schodziliśmy w milczeniu, w zasadzie nie wiedząc, co można powiedzieć. Chyba po prostu nie chcieliśmy przyznać się do tego, że nie zachwyca. Na szczęście Grecja ma coś, co potrafi poprawić nastrój - nieziemsko pyszną kuchnię :)

Widok na Świątynię Zeusa w Atenach
Świątynia Zeusa Olimpijskiego


Kuchnia grecka

Jedna z najlepszych, jakie miałam okazję próbować - lekka, a zarazem bardzo sycąca. W restauracjach poza "strefą turystyczną", dania regionalne są tanie. Średnio, za zamówienie złożone z przystawki, dania głównego dla dwóch osób oraz piwa płaciliśmy 10 euro. Do każdego posiłku dostawaliśmy także dzbanek zimnej wody, która była prawdziwym wybawieniem w upalne dni.

Czego próbowaliśmy?

Souvlaki - mięso gyros podawane w picie z sosem tzatziki i warzywami lub nadziane na szpadkę, pieczone na ruszcie. Trochę przypomina kebab, jednak w smaku bije go na głowę (jest też mniej kaloryczne).

Musaka - zapiekanka z mięsa mielonego z bakłażanem i sosem beszamelowym posypanym żółtym serem. Niespecjalnie przypadła mi do gustu, może dlatego, że nie przepadam za mięsem mielonym.

Sałatka grecka (choriatiki) - z pomidorów, zielonych ogórków, czerwonej cebuli, z oliwą i plastrem sera feta. Bez sałaty, która z jakiegoś powodu znalazła się w polskiej wersji tej sałatki.

Grillowany ser feta - idealny na przystawkę, podawany z pomidorem i papryką oraz polany oliwą. Palce lizać!

Greckie piwa - w Grecji nie ma zbyt dużego wyboru piw, jednak z tych kilku regionalnych, które próbowałam, najlepsze w mojej opinii jest Mythos. Ma niezwykle jasną barwę i jest bardzo delikatne w smaku.

Ouzo - w sieci opisywane jako wódka anyżowa, jednak gdy zapytaliśmy o to Greków, zaprzeczyli. Według nich ouzo nie jest wódką, tylko rodzajem alkoholu, po prostu. Zrobione na bazie anyżu z wieloma przyprawami ma bardzo aromatyczny zapach i smak. Jak pić ouzo? Jeśli jest za mocne, rozcieńcza się je wodą (wtedy jego barwa zmienia się z przezroczystej na mleczną) i sączy cały wieczór.

Retsina - wino wyrabiane z dodatkiem żywicy sosny. Ma bardzo specyficzny zapach i smak, którego nawet nie ma do czego porównać. Trzeba spróbować i już :)

No dobrze, a ile to wszystko kosztowało?

Pomink Ateny Partenos
Pomnik Ateny Partenos przy Leof. Alexandras 30
Ku naszemu zaskoczeniu Ateny okazały się niedrogim miastem. Odłożonych pieniędzy spokojnie wystarczyło nam na wszystko i nie stresowaliśmy się, że nagle ich zabraknie. Ile zapłaciliśmy?
  • Bilety na samolot  w dwie strony dla dwóch osób - 908 zł.
  • Nocleg - 140 euro (20 euro za noc).
  • Na przyjemności, jedzenie i transport po mieście - 500 euro (finalnie wydaliśmy ok. 370 euro).
Bilety lotnicze kupowaliśmy ok. 4 miesiące przed podróżą, przez około miesiąc monitorując zmiany w cenach lotów. Co do noclegu, spaliśmy u Polki w dzielnicy Kipseli (ok. 5 km od Akropolu), tam też korzystaliśmy ze sklepów i restauracji. Poruszaliśmy się głównie komunikacją miejską oraz pieszo. O tym, jak wygląda transport w Atenach przeczytasz w kolejnym wpisie.

Przy okazji chciałabym polecić Ci nocleg u Ani :) Jeśli więc szukasz pokoju w Atenach zajrzyj na fanpage Ateny - pokoje do wynajęcia lub Anna Room na booking.com

Czy warto jechać do Aten?

Miasto bogini jest dobre na weekend - przyjechać, zobaczyć, pojechać dalej. Na dłuższą metę zamiast odpocząć, można się zmęczyć. Jest gorąco, wszędzie korki i mnóstwo ludzi. Podoba mi się jednak to, jak tętni życiem. Mimo kryzysu, który panuje w Grecji, restauracje i bary są pełne nie tylko turystów, ale i mieszkańców. Nocą Ateny naprawdę żyją. Wychodząc wieczorami na kolację czy spacer czuliśmy pozytywną energię tego długowiecznego miasta.

5/29/2019

Pierwszy lot samolotem - co warto wiedzieć?

Pierwszy lot samolotem - co warto wiedzieć?
skrzydło samolotu na tle chmur i zachodzącego słońca


Samolot to najbezpieczniejszy środek transportu. Chociaż patrząc na katastrofy lotnicze ma się zupełnie inne wrażenie, to - statystycznie - wypadki w powietrzu zdarzają się zdecydowanie rzadziej, niż na lądzie. Oprócz bezpieczeństwa samoloty są też gwarancją szybkiego dotarcia do celu. I to był główny powód, dla którego zdecydowałam się polecieć nad polskie morze zamiast tłuc się pociągiem.


Od czego zacząć?

Decyzję o tym, że nad morze polecę zamiast jechać, podjęłam w styczniu, czyli 5 miesięcy przed planowaną podróżą. Wtedy właśnie zaczęłam monitorować ceny lotów w wyszukiwarkach. Sprawdzałam na różnych stronach - m.in. Kayak, Esky, Skyscanner i Tanie Loty. Od razu okazało się, że z miasta, w którym mieszkam nie ma dogodnych lotów do Gdańska (a ceny są zawrotne), więc zdecydowałam się na lot z Krakowa.

Na dobrą cenę trafiłam już w połowie lutego i wtedy zdecydowałam się na zakup. Za bilet dla jednej osoby w jedną stronę zapłaciłam 174 zł. Porównując to z ceną za bilet ekspresem PKP z Krakowa - 200 zł od osoby.

Ważne! Polecam kupować bilety bezpośrednio na stronie przewoźnika, wyszukiwarki często doliczają sobie prowizję za pośrednictwo, co podnosi koszty przelotu.

Sam zakup biletów zajął mi chyba z dobre pół godziny. Jako że był to mój pierwszy lot, starałam się przeczytać wszystko dokładnie, by nie zrobić żadnego błędu przy rezerwacji - niska cena biletu związana była z brakiem możliwości zwrotu. W trakcie rezerwacji masz możliwość rezerwacji miejsc, dokupienia drugiego bagażu (w cenie miałam tylko bagaż podręczny) oraz ubezpieczeń. Ja zrezygnowałam z tych udogodnień.

Po pierwsze - udało mi się dotrzeć do informacji, że algorytmy rezerwacji miejsc dla tych biletów, które są kupowane dla kilku osoby na jednej rezerwacji, starają się posadzić wszystkich pasażerów obok siebie. Mówiąc prościej - jeśli lecisz np. z partnerem lub partnerką i oba bilety kupujecie przy jednej rezerwacji, istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że zostaną Wam przydzielone miejsca obok siebie, bez dodatkowej opłaty.

Po drugie - do Gdańska leciałam tylko na 5 dni, więc wiedziałam, że spokojnie zmieszczę się w bagażu podręcznym. Częste podróże transportem publicznym nauczyły mnie, jak się pakować, by bagaż zajmował możliwie najmniej miejsca.

Po trzecie - zaufałam polskim liniom lotniczym, że bezpiecznie dostarczą mnie do celu podróży ;)

Po dokonaniu płatności, na maila dostałam szczegółowe informacje na temat rezerwacji, bagażu i odprawy. Temat został zamknięty do maja.


Odprawa online w PLL LOT

Odprawy można dokonać zarówno na lotnisku przed odlotem, jak i przez Internet, i jest możliwa na 36 godzin przed podróżą. Wybrałam tę drugą opcję, by uniknąć ewentualnych kolejek na miejscu. Odprawa online jest akurat najprostszą rzeczą w całej rezerwacji, dokonanie jej zajęło mi może 10 minut.

Jak to wygląda? Po kolei:

Wchodzisz na stronę www.lot.com/cz/pl/odprawa, podajesz swoje nazwisko i numer rezerwacji lub numer biletu elektronicznego (informacje te masz w pliku z podsumowaniem rezerwacji, które LOT przysyła po jej dokonaniu). Klikasz "Dalej" i wyświetlają Ci się dane osób do odprawy, zaznaczasz wszystkich pasażerów i przechodzisz do kolejnego kroku, gdzie wybierasz sposób dostarczenia karty pokładowej - na maila, by wydrukować lub SMSem, by zapisać na telefonie lub otworzyć link na lotnisku (jeśli masz dostęp do Internetu). I to wszystko!

Wypróbowałam obie opcje i stwierdzam, że druga jest lepszym wyborem. PLL LOT nie pobiera opłaty za SMSa, a karty nie musisz drukować, dzięki czemu nie marnujesz papieru :) Jeśli, podobnie jak ja, stawiasz swoje pierwsze kroki na drodze do less waste lub zero waste, opcja z SMSem będzie również Twoim wyborem.

Na lotnisku

Na lotnisko przyjechaliśmy około półtorej godziny przed planowanym odlotem. Najpierw sprawdziliśmy na tablicy odlotów, do którego wyjścia powinniśmy się kierować (zgadzało się z tym, co mieliśmy na bilecie) i ruszyliśmy w stronę kontroli bezpieczeństwa. Na krakowskim lotnisku najpierw staje się w kolejce do kontroli, następnie skanuje kartę pokładową i przechodzi do stanowisk kontrolnych. Inaczej jest w Gdańsku - tam najpierw zeskanowaliśmy karty, później do kolejki i kontroli. Zajęło nam to około 30 minut.

Podchodząc do stanowiska kontroli bierzemy kuwetę (jedną lub więcej, w zależności od ilości bagażów) i wkładamy do niej bagaż uprzednio wyciągając z niego elektronikę (telefony, laptopy, tablety) i płyny spakowane w przezroczysty zamykany woreczek lub kosmetyczkę. Taką kosmetyczkę możesz nabyć w Rossmannie za 3 zł, jest solidnie zbudowania, więc polecam ją bardziej niż jednorazowe woreczki. Płyny muszą znajdować się w opakowaniach o maksymalnej pojemności 100 ml, a ich łączna waga nie może przekroczyć jednego litra. Na początku wydawało mi się to niewykonalne, ale gdy zaczęłam się przygotowywać do podróży, okazało się, że wszystkie spakowane kosmetyki zamykają się w 650 ml, czyli się da :). Oprócz tego, w kuwetach musi znaleźć się ubranie wierzchnie i wszystkie elementy ubioru, które zawierają większe ilości metalu (np. pasek, zegarek). Biżuterii nie musiałam ściągać. Później przechodzimy przez bramki, zbieramy nasze bagaże z taśmy i kierujemy się do odpowiedniego wyjścia (gate'u). Teraz zostaje nam czekać na odlot.

Informacje o bagażu i jego wymiarach w PLL LOT znajdziesz tutaj: www.lot.com/lu/pl/bagaz.

tablica odlotów
Tablica odlotów zawiera informacje o godzinie odlotu, kierunku, stanie odprawy (czy otwarta) i numer wyjścia (gate).

Do samolotu

Zanim wejdziemy do samolotu, ponownie musimy zeskanować lub okazać kartę pokładową, a pracownik linii decyduje czy możemy zabrać bagaż na pokład, czy trafi on do luku bagażowego. W przypadku PLL LOT pracownik oceniał "na oko" rozmiary bagażu, jednak w przypadku innych linii zaobserwowałam, że niektórzy pasażerowie byli proszeni o włożenie bagażu do specjalnej wagi, która sprawdza ciężar i przy okazji wymiary. Po przejściu przez ostatnią kontrolę kierujemy się na płytę lotniska - w Krakowie do samolotu zawiózł nas autobus, w Gdańsku samolot był podstawiony bezpośrednio do "tunelu" przyłączonego do budynku. Następnie wsiadamy do samolotu, zajmujemy miejsce i postępujemy zgodnie z poleceniami załogi.

Pierwszy raz samolotem - wrażenia

widok z okna samolotu, chmury, niebo, słońce
W przeciwieństwie do mojego partnera, który był podekscytowany - ja byłam przerażona. Już sam widok samolotu z bliska sprawił, że chciałam uciekać (jak coś takiego może utrzymać się w powietrzu i nie spaść?), już nie mówiąc o znalezieniu się ileś kilometrów nad ziemią. Najtrudniejszy jest początek - gdy samolot odrywa się od ziemi, ma się wrażenie, że odlatują ze swoich miejsc wszystkie wnętrzności, a Ty podświadomie próbujesz je złapać i postawić na ziemi. Ziemi, której już nie ma pod nogami. I ciągle się oddala.

Później jest lepiej, a widoki są niesamowite, jednak wciąż towarzyszyło mi okropne uczucie, że mogę podziwiać Polskę z tej perspektywy, ponieważ jestem bardzo wysoko, a skoro jestem wysoko, to... długo będę spadać. Jeśli jesteś taką panikarą jak ja, bardzo polecam wziąć sobie coś do czytania/słuchania, cokolwiek, byleby zająć myśli - tak zrobiłam w drodze powrotnej i to dobrze zagłusza instynktowny głos paniki w głowie.

Na zdjęciu obok możesz zobaczyć jaki widok nam towarzyszył, gdy znieśliśmy się nad chmury.

Co myślę o podróżach samolotem?

W mojej ocenie samolot to świetny środek transportu i myślę, że mimo tego całego strachu, częściej będę z niego korzystać. Mając w pamięci 16 godzin spędzone w pociągu, by przejechać Polskę z jednego końca na drugi oraz niecałą godzinę w samolocie, by pokonać tę samą trasę - wybór jest tylko jeden :)

Zakładam, że skoro czytasz ten tekst, pierwsza podróż przed Tobą. Jeśli masz jakieś obawy - napisz w komentarzu - będzie mi miło, gdy podzielisz się ze mną swoimi odczuciami i być może będę w stanie choć trochę Cię uspokoić.

1/30/2018

Nie tylko Hradczany. Co warto zobaczyć w Pradze zimą?

Nie tylko Hradczany. Co warto zobaczyć w Pradze zimą?
widok na Hradczany Praga

Praga – stolica Czech i największe miasto w kraju. Praga – czerwone dachy malowniczo położone nad wstęgą Wełtawy. Praga – miasto, którego zabytkowa część została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I wreszcie Praga – miejsce, które z każdą kolejną wizytą jest bardziej moje.


Pierwsza rzecz, którą warto wiedzieć o Pradze: tu się nie zgubisz. Serio. Pierwszą swoją podróż z D. do Pragi odbyliśmy prawie dwa lata temu. Przez dwa dni tej wyprawy chodziliśmy z mapą, jednak już trzeciego dnia bez problemu poruszaliśmy się po mieście bez niej. Teraz potrzebowaliśmy wsparcia jedynie po to, by trafić do mieszkania, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Kolejna rzecz: dogadasz się i po angielsku, i po polsku. No, wiadomo, Czesi będą mówić po swojemu, ale da się zrozumieć. Przynajmniej w większości wypadków;) No, ale do rzeczy.

Jak było?

Tym razem na nocleg wybraliśmy apartamenty Flora House położone z dala od turystycznego zgiełku miasta. Nie wyobrażaj sobie, że skoro „apartamenty” to nie wiadomo jakie wygody. Nie, Flora House to mieszkanie w kamienicy podzielone na pokoje ze wspólną łazienką i kuchnią dla wynajmujących. Niemniej jednak wyremontowane i wyposażone w nowoczesne meble. Największe zachwyty dotyczą łóżka. Było OLBRZYMIE i mega wygodne. Przez tych kilka dni doskonale się wysypialiśmy. Mieliśmy też szczęście, że przez większość pobytu w Pradze byliśmy sami w mieszkaniu, a więc całe było tylko dla nas. Plusy urlopu poza sezonem.

Nie zakwaterowanie jest najważniejsze (choć ważne), a to, co udało się tym razem zobaczyć. O Hradczanach i Wyszehradzie napisano już wiele i tak, ja także polecam zobaczyć te miejsca. Wyszehrad przypadnie Ci do gustu, jeżeli chcesz się uwolnić od masy turystów, którzy tłumnie odwiedzają cudowną Katedrę św. Wita, Wacława i Wojciecha na Hradczanach. Tutaj także posłuchasz czeskiego, a nie tylko angielskiego i niemieckiego. Jest też o wiele ciszej i spokojniej niż w innych częściach miasta. Jakie miejsca odwiedziliśmy jeszcze?

Most Karola, Wełtawa
Most Karola

Muzeum Maszyn Erotycznych

Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem idąc na rynek. Muzeum mieści się w samym centrum miasta, przy ul. Melantrichovej 18. To jedno z tych nietypowych miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Wstęp kosztuje 250 CZK i daje wgląd w to, jak ludzie próbowali urozmaicić sobie (lub jak uniemożliwić) seks. Większość wynalazków to rzecz jasna pomysły Francuzów i Japończyków i naprawdę gorąco polecam obejrzeć te wytwory ludzkiej kudłatej wyobraźni. W muzeum jest także małe kino, w którym można obejrzeć film porno. Tak, dobrze czytasz – porno. Na moje oko, z lat 20. ubiegłego wieku, z typową dla tego okresu muzyką filmową i akcją, która bardziej śmieszy niż podnieca. Szczególnie przyjemnie ogląda się to w gronie obcych osób zwiedzających muzeum.

Z koła mogły w jednym momencie mogły korzystać dwie osoby.


Skórzane zabawki, których przeznaczenia raczej tłumaczyć nie muszę;)


Skuteczna obrona przed erekcją dla panów...


... i dla pań, coby nie grzeszyły.

Prague Fear House

Kojarzysz te kolejki strachu z amerykańskich filmów? Jedziesz sobie tunelem i co jakiś czas wyskakuje Ci jakaś paskudna morda na trasie? No, to nie. To tak nie wyglądało. Praski Fear House w niczym nie przypomina tych z USA. Mieści się przy ul. Vodičkovej 32 i już od samego wejścia wprowadza nastrój. Wstęp kosztuje 450 CZK. Może troszkę za dużo, jednak my tych pieniędzy nie żałujemy. W zasadzie to jest bar z możliwością przejścia trasy horroru. Szliśmy tam z założeniem, że „fajnie by było, gdybyśmy się przestraszyli”. Przejście trwa 15 minut (dla hardkorowców jest trasa 25 minutowa). Wytrzymaliśmy może do połowy, jeśli nie mniej. Chciałbym móc wiarygodnie i obrazowo opisać to, co się działo, jednak żadne słowa nie oddadzą uczuć, jakie pojawiały się podczas „zabawy”. To nie jest jak oglądanie horrorów. To jak stanie się jednym z uczestników najgorszego koszmaru i do tego bez możliwości bronienia się przed oprawcą. Jeszcze na samym początku wydawało się, że będzie więcej śmiechu niż strachu, ale jak się okazało – tak nam się tylko wydawało. Do końca nie dotarliśmy, jednak z opinii w sieci wiem, że warto wziąć ze sobą ubrania na zmianę. Jeśli chcesz poznać swoje granice strachu, to koniecznie odwiedź Prague Fear House.

Gallery of Art Prague

Fanom sztuki polecam śledzić stronę internetową galerii GOAP mieszczącej się w rynku, gdzie można trafić na naprawdę dobrze przygotowane wystawy. Nam przypadł zaszczyt obejrzenia prac trzech artystów: Salvadora Dali, Alfonsa Muchy i Andy’ego Warhola. Obejrzenie wszystkiego zajęło nam prawie trzy godziny! A możliwości zobaczenia na żywo największych dzieł tych artystów nic nie zastąpi.

Trdelnik i smażony ser

Trdelnikiem wszyscy się zachwycają. Co jak mogę powiedzieć? Dobry, ale przereklamowany. Bardzo słodki i zapychający, jednak nie warty swojej ceny. Samo ciasto kosztuje średnio 70CZK jednak wraz z dodatkami jego cena odpowiednio wzrasta. Za to gorąco polecam smażony ser. Można go kupić niemalże wszędzie – zarówno w lokalach, jak i ulicznych budkach. Świetnie smakuje z frytkami i w bułce. Smažený sýr to taka kostka sera w panierce jak do schabowego. Smakuje naprawdę świetnie i jest sycący, a do tego niedrogi. Jedna porcja z frytkami kosztuje 95CZK. Wybierając się za to na Hradczany polecam też wstąpić do kawiarni Illy przy metrze. Głownie przez przemiłą obsługę, z którą spokojnie można dogadać się po polsku. I bagietki też mają całkiem niezłe.


Smażony ser w tradycyjnym podaniu.
źródło: wikipedia.pl

Trdelnik z ulicznego jarmarku.


Pyszna bagietka z Illy Cafe przy stacji metra Malostranská.

Cannabis, cannabis everywhere

Sklepy z marihuaną i jej produktami pochodnymi znajdują się prawie na każdym rogu. Szczególnie w centrum, gdzie przebywa najwięcej turystów. Jednak i ceny są tam kilkakrotnie wyższe niż w innych częściach miastach. Np. piwo z marihuaną w centrum kosztuje 150CZK (!!), a już w Pradze 3 można je kupić za około 65CZK. Jeżeli więc zamarzy Ci się spróbować czegoś więcej, to lepiej wybrać się po produkty poza obszar turystyczny. W okolicach rynku marihuanę będą też proponować uliczni dealerzy, ale nie raz w sieci napotkałam opinię, że lepiej nie kupować u nich, więc powtarzając za innymi, również odradzam.


Piwo z marihuaną
Piwo z wyciągiem z konopi. Dla zainteresowanych - pozbawione substancji psychoaktywnych;)



Pierwsza wizyta w Pradze to niemalże same zachwyty nad miastem. I to są słuszne zachwyty. Praga jest nie tylko piękna, ale i pozwala mieszkańcom na trochę więcej. Nikt nie wlepi Wam mandatu za picie piwa na Placu Wacława, za chodzenie i siedzenie na trawie czy przejście na czerwonym, gdy nic nie jedzie. Dla kogoś, kto całe życie mieszka w Polsce to jest lekki szok. Jednak musisz pamiętać też, że to tylko miasto, a nie utopia. Wystarczy przejechać się metrem, by zobaczyć ludzi zmęczonych pracą czy bezdomnych wyłudzających pieniądze. O zakochaniu się w tym mieście można mówić dopiero wtedy, gdy pozna się je z każdej strony. I ja myślę, że się zakochałam.
Copyright © Pani na M. , Blogger